Domyślam się, że część osób
zaglądających na Straszniej denerwuje moja ignorancja w kwestii
przedstawiania fabuły omawianego filmu. Fakt, rzadko zdarza mi się
uznać, że jest sens opowiadać o czym jest film. Na ogół opis
upycham w dwóch-trzech zdaniach. Często jednak naprawdę nie ma
potrzeby bardziej się wysilać, gdyż niezwykle rzadko trafiam na
fabułę inną niż oparta na jakimś ogranym schemacie, który
widzieliśmy już milion razy. Czasem też film jest tak popularny,
że i tak – nawet bez oglądania – wszyscy wiedzą, o czym jest.
A czasem występują te dwie przyczyny naraz. Tym razem właśnie tak
będzie. Przykro mi.

Ten
brak oryginalności poważnie zaczyna mnie przygnębiać. To jest
przekleństwo współczesnego kina grozy – albo powielanie
wyświechtanego schematu, albo remake, który przecież z definicji
już jakiś schemat powiela. Nie przypominam sobie, bym wśród
filmów z ostatnich lat znalazł coś naprawdę oryginalnego. No,
chyba że ten kilkunastominutowy filmik o zemście choinek, który tu
kiedyś przedstawiłem...
Co
straszy w Obecności?
Jeszcze nie znając filmu, ale wiedząc, że to ghost story, można
wyrokować w ciemno. Oczywiście całe straszenie odbywa się na
zasadzie jump-scenek, które – trzeba to przyznać – są całkiem
niezłe, ale... beznadziejnie przewidywalne. Mój brat, który nie
zna i nie lubi horrorów a skusił się mimo to na Obecność,
bez problemu zapowiadał mi jump-scenki ze szczegółami, zanim
jeszcze się pojawiły. To poważna wada, bo jak można bać się
czegoś, co jest aż tak przewidywalne? Pozostając w temacie
jump-scenek, o dziwo odnajduję w tym filmie jeden plus (dodatni):
twórcy oszczędzili widzowi tych debilnych sytuacji, gdy scena taka
polega na tym, że wystraszonej bohaterce nagle kładzie na ramieniu
dłoń ktoś, kto właśnie jej szukał. You know what I mean.
Zastanawiam
się, dlaczego akurat ten film media wybrały sobie na hit sezonu. Co
w nim jest takiego, co czyniłoby go godnym zostania czymś ponad
przeciętność. Podejrzewam, że motywy, o ile w ogóle jakieś są,
są podobne jak w przypadku mediów wybierających, która z
pozbawionych jakiegokolwiek talentu szałowych nastolatek zostanie
tym razem gwiazdą.
Podsumowując,
co jest nieobecne w Obecności:
przede wszystkim oryginalność. Świeżość. Ambicja twórców do
nakręcenia czegoś, o czym pamiętałoby się nieco dłużej, niż
będą wisieć banery reklamowe na co drugiej stronie internetowej,
na którą zajrzę.