Minęły święta, minął nowy rok –
to dobry czas, by w końcu napisać coś na Straszniej, zanim
zapomnę, o czym były książki, które przeczytałem. Spieszyć się
trzeba, bo zbliża się święto trzech króli – melanż mnie
biednego zabierze i znów nic tu nie napiszę :P No więc zapoznałem
się wreszcie z brzydkimi dziećmi Tomasza MordumX Siwca, zapewne
postaci znanej już większości fanów horroru w Polsce. Wpis będzie
o kilku tytułach za jednym zamachem, bo raz: że łykałem wszystko
ciurkiem (z małą odskocznią w postaci babskiego porno z
biedronki), dwa: że chciałbym się wypowiedzieć o książeczkach
Horror Masakry ogólnie jako o zjawisku. Najpierw jednak krótko o
tych książkach, które przeczytałem.

Bogini z nożem w dłoni
– opowiadanie Marka Grzywacza. Tu muszę przyznać, że trochę się
wynudziłem. Miasteczko, którego mieszkańcy są wyznawcami krwawej
sekty i dwójka trzeźwo myślących osobników w rolach głównych –
czyli w sumie coś, co dobrze znamy z wielu książek i filmów. Dość
łagodna jak na HM historyjka, jak dla mnie uboga w interesujące
momenty, po prostu minęła się z moim gustem. Za to Grzywacz
stworzył bardzo interesującą wizję społeczności ślepo
zapatrzonej w Stany Zjednoczone i kompletnie bezrefleksyjnie ją
naśladującej. Fajna okładka, wygląda tak... undergroundowo :D
Choć tu również, sądząc po tajemniczej okładce i świetnym
tytule, spodziewałem się czegoś innego. Czegoś cięższego,
trudniej strawnego dla czytelnika.

Robiłem to z żywym trupem – opowiadanie Karola Mitki. Tytuł już w zasadzie zdradza wszystko. Śmieciowiska dołączonego do jednego z numerów HM! :D Muszę przyznać, że proza pana Mitki, jakkolwiek niebywale oryginalna i pokręcona, dla mnie jest kompletnie niestrawna. Zarówno omawiany tytuł, jak i Śmieciowisko nie wzbudziły we mnie zachwytu ani choćby większego zainteresowania, a tylko wymęczyły mój i tak już nadwyrężony umysł. Chyba nigdy nie przekonam się do bizarro, choć nieraz jeszcze pewnie będę próbował.
11 grzechów głównych
– znów zbiorek opowiadań, tym razem Siwiec podzielił się spisem
treści z Tomaszem Czarnym. I to jest, w moim odczuciu, najlepsza
pozycja z tych czterech tytułów. Megazajebista okładka! Nie, żebym
nie doceniał prac Pana Goryla ;) W środku jedenaście opowiadań o
różnym natężeniu ekstremalności, ale za to całkiem niezłych.
Albo może po prostu do ostatnich kartek byłem pod wpływem
pierwszego opowiadania z tego zbioru, które mnie autentycznie
zachwyciło ;) Skóra
to cios we wszystkie czułe miejsca, jakie posiada moja psychika.
Naprawdę świetny tekst. No i ostatni na liście – Cipkoroślina...
Kłaniam się w pas Panu Siwcowi za jego cudownie zwichniętą
wyobraźnię. Ja bym nigdy chyba nie wymyślił czegoś takiego jak
cipka w formie rośliny doniczkowej :D
Oczywiste
jest, że przedsięwzięcie takie jak Tomka Siwca doceni 1%
społeczeństwa, a pozostałe 99%, ale z pewnością każdy, kto
przyłożył do tego rękę, zdawał sobie z tego sprawę. W świetle
tych oczywistości zdumiewające jest jednak, że przez dłuższy
czas nie było dnia, bym okładek książek z HM nie napotykał
gdzieś na facebooku i blogach. Brawa więc za udaną promocję, bo
wydaje się, że wiadomość o wydaniu tych pozycji dotarła do stu
procent tego jednego procenta, który docenia ;)
Seria
HM jest, jak rozumiem, w pewnym sensie wołaniem o miejsce na półkach
czytelników dla polskiego horroru ekstremalnego. Moim skromnym
zdaniem walkę taką należałoby rozpocząć od podstaw, czyli od
horroru w ogóle, a dopiero później ewentualnie skupić się na
jego ekstremalnych odmianach... Bo owszem, miłośników grozy w
Polsce jest wielu, ale autorów mamy wciąż niewielu.
Wydawnictwa
Horror Masakry, choć ich oczywistym zadaniem jest popularyzacja
ekstremalnego horroru, wydają się być jednocześnie fetyszem dla
koneserów najbardziej radykalnych form wyrazu. Czymś, dzięki czemu
ich nabywca będzie mógł poczuć się częścią jakiejś wąskiej
grupy osób wtajemniczonych w tę stylistykę. Choć Tomasz pewnie
chętnie by mnie za takie słowa rozszarpał, pozwolę sobie to
zjawisko nazwać taką horrorową hipsterką (a już na pewno
rozszarpie mnie teraz, kiedy dotarło do mnie, że to idealny tytuł
dla tego wpisu :P ). To dobrze. Takie „fetysze” często pomagają
ludziom o podobnych zainteresowaniach łączyć się w grupy,
docierać do siebie nawzajem. Kto wie, może dzięki Siwcowi i jego
współpracownikom horror będzie kiedyś łączył ludzi tak, jak
dzisiaj łączy ich heavy metal :)
To
także cenne przedsięwzięcie z racji tego, że daje autorom szansę
na publikację i dotarcie do potencjalnych czytelników. Bo jak na
razie nie zanosi się na to, żeby „poważne” wydawnictwa
zechciały skalać się czymś tak awangardowym. Aczkolwiek i na to
przyjdzie czas – będą błagać o Pana Siwca, Mitkę, Czarnego czy
Panią Kaczkowską. W każdym razie życzę im tego gorąco i
szczerze ;)
Książki
HM to niestety w wielu kwestiach amatorszczyzna i sądzę, że
autorzy bez fochów przyznaliby mi rację. Wiele jest jeszcze do
zrobienia – zarówno w ogólnej formie wydawanych pozycji, jak i w
warsztacie autorów. Ale kto nic nie robi, ten się nie rozwija. I po
raz setny już chyba powtórzę na tym blogu – na czymś się
trzeba nauczyć. Sto razy bardziej wolę jednak taką Horror Masakrę,
niż żadną!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz